poniedziałek, 22 lipca 2013

Odciążenie poznawcze

Przyjechałam tutaj po to, że odpocząć i poukładać sobie w głowie. Po ostatnich przeżyciach bardzo tego potrzebuję. Zagubiłam się w tym, kim jestem, jaka jestem, czego chcę od życia i co dalej mam ze sobą zrobić. O tym, że jestem Księżniczką Naiwności wiedziałam już dawno temu. Nie sądziłam tylko, że tak niefortunnie to się przeciwko mnie obróci.
Więc jestem tutaj już czternasty dzień, ale spokoju nie zaznałam. Spokój wyobrażam sobie jako ciszę, odizolowanie się od świata i otaczających mnie ludzi. Ostatnio miałam bardzo ciężkie dwa tygodnie w pracy. Pracuję w tak zwanym "luksusowym hotelu" jako recepcjonistka. Jestem dziewczyną od wszystkiego. Od wystawiania faktur, przyjmowania skarg, meldowania i wymeldowywania, udzielania informacji o hotelu, o Warszawskich klubach, eventach, restauracjach. Muszę wiedzieć nie tylko ile jest metrów w pokoju, ale i ile kilometrów od Mokotowa do Woli.
To historia prawdziwa. Dzwoni telefon:
- Hotel XXX, recepcja, w czym mogę pomóc? - pytam standardowo. Odpowiada mi kobiecy głos. To telefon z zewnątrz, nie jest to gość naszego hotelu, po prostu ktoś znalazł nasz numer i sobie zadzwonił.
- Proszę panią, jak daleko jest z Woli do Mokotowa?
- No nie wiem, wie pani, to są dwie różne dzielnice Warszawy. - odpowiadam z lekkim roztargnieniem.
- Ale ile to kilometrów?
Takich historii jest wiele, pytań również. Przykładowo zdarzyła się sytuacja, że do hotelu wszedł mężczyzna z ulicy z osobliwym pytaniem.
- Dzień dobry, proszę panią, czy jest tu gdzieś w pobliżu gejowska sauna?
Fart tego pana polegał na tym, że kiedyś mieszkałam w tej okolicy, a jednym z moich współlokatorów był homoseksualista, który opowiadał mi tego typu ciekawostki, więc nawet umiałam panu pomóc.
Przez ostatnie dwa tygodnie byłam w pracy po pięć dni pod rząd codziennie na 6 rano. Obiektywnie 5 dni pracy to niedużo tylko tak normalnie. Ale w rzeczywistości kryzys jest powodem do wyzysku w każdej branży, w hotelarstwie również. Więc te pięć dni były naprawdę katorgą. Po pracy szłam z przyjaciółmi na kawę/drugi obiad, wracałam do domu i szłam spać o 20. Więc praktycznie poza pracą życia nie miałam, a wcześniej była sesja, a wcześniej te moje przeżycia, które zamierzałam teraz w głowie poukładać. Potrzebowałam tego odpoczynku rozpaczliwie. Z przemęczenia zdarzyło mi się powiedzieć do pani w KFC "w czym mogę pomóc?", a ekspedientkę w sklepie zapytać odruchowo o stan jej minibarku. Potrzebowałam spokoju, odciążenia poznawczego.
No i jestem tutaj. Mija czternasty dzień, a ja najwyraźniej nie umiem się poznawczo odciążać. Codziennie mam odwiedziny innych przyjaciół, co tylko mnie uszczęśliwia. I do dziesiątego dnia mojego pobytu było naprawdę przyjemnie. Dopóki nie dokwaterowano mi nowej sąsiadki. Starszej pani, cierpiącej na Syndrom Szukania Wolnych Uszu.
Przez ostatnie cztery dni starsza pani zdążyła opowiedzieć mi wszystko. I kto w naszym rządzie kupuje kopalnie diamentów, i o co kłocą się w Polsce Żydzi, i jak kiedyś jej babcia sprzedała poduszkę, żeby kupić jej kapcie, i co robi jej syn, wnuczka, synowa, i co kto komu powiedział po katastrofie Smoleńskiej i ilu jeszcze zostało lewackich agentów w naszym Kościele, no i wreszcie o tym, że ona sama lubi jadać najbardziej maliny, jagody i kartofle.
Wszechświat zaśmiał się ironicznie i zgotował piekło dla mojej ateistycznej duszy. Moja oprawczyni nie zniechęca się bynajmniej milczeniem, założonymi słuchawkami, odpowiedziami na jej pytania, w stylu "nie wiem, nie znam się", tym, że nie jestem Polką z pochodzenia i naprawdę niewiele obchodzi mnie treść Starego Testamentu.
No to sobie urządziłam rekonwalescencję i odciążenie poznawcze, nie ma co.

1 komentarz:

Dziś słuchacie ze mną