wtorek, 9 października 2012

Czy rozwój prowadzi do rozczarowania?

Chciałabym was dzisiaj zachęcić do małego zainteresowania nauką.
Krążąc po zakątkach portalu youtube i słuchając piosenek, zwłaszcza polskich, lubię czytać komentarze, znajdujące się pod nimi. Czasami są one zupełnie głupie, w stylu "kto z Polski łapka w górę", czasami depresyjne, np. "to była ulubiona piosenka moja i mojego eks, zostawił mnie rok temu, a ja od tamtej pory płaczę ilekroć jej słucham", czasami wywiązują się wręcz dyskusje. I właśnie na dyskusję trafiłam wczoraj, w komentarzach pod piosenką IRA - Parę chwil. Dwóch panów w nieokreślonym wieku spierało się o poglądy religijne.
Od dawna ciekawią mnie poglądy religijne różnych ludzi. Sama nie opowiadam się jeszcze za żadną stron - ani za teistami ani za ateistami i trzymam się bezpiecznego agnostycyzmu (tych, którzy nie znają tego pojęcia odsyłam do tego linku pochodzącego z Cioci Wikipedii). Pozostaję w zawieszeniu, wręcz w homeostazie w tej kwestii, bowiem nic takiego jeszcze nie wydarzyło się w moim życiu żeby przechylić szalę w kierunku "tak, wierzę!" lub "nie, nie wierzę!". Przyznam, że smutne wydarzenia chwieją wiarą, zresztą zdobywanie wyższego wykształcenia też nie sprzyja duchowości wierze, nie poprzedzonej poznaniem. Ale wciąż czytam, dociekam, interesuję się i czekam, aż pojawi się jakiś argument, który mnie przekona, że Boga nie ma, albo znak, dzięki któremu zrozumiem, że jednak jest.
Tak więc, powracając do komentarzowej dyskusji, dwóch panów obrażało się nawzajem. Jeden z nich deklarował się jako ateista, drugi cytował Pismo Święte. Obrażali się jednak na poziomie wyższym, niż średni poziom użytkowników youtube'a ( nie żadne "ty zj*bie, ty pedale" itp), aż w końcu jeden z nich rzucił coś w stylu "obejrzyj sobie na youtubie 100 powodów dla których ewolucja jest głupia". Myślę sobie- co za bzdurny tytuł. Pewnie wypowiedź kolejnego zagorzałego fanatyka. Przyznam wam szczerze i bez bicia, że wyszukałam ten wykład wiedziona chęcią obejrzenia show. Miałam nadzieję na jakieś machanie kadzidłami, wypowiedzi w stylu wszystkim już znanego księdza Natanka (który, tak swoją drogą, skopał kiedyś reporterów - widzieliście ten filmik?). Włączyłam i czekałam na show. I z jednej strony się rozczarowałam, a z drugiej nie. Nie było żadnej widowiskowości, tylko sympatyczny mężczyzna w średnim wieku, rzucający lekkimi anegdotami. Bez żadnego fanatyzmu w oczach mężczyzna ten w ramach wstępu pokazał słuchaczom Biblię, oznajmił, że wierzy w każde jej słowo. Następnie pokrótce wytłumaczył, że będzie opowiadał o debacie, dotyczącej genezy świata i życia, prowadzonej od dawna pomiędzy dwoma przeciwstawnymi obozami- obozem kreacjonistów i obozem ewolucjonistów.
Powiem wam szczerze, z ręką na sercu, że wciągnęłam się w ten wykład i obejrzałam go nie pauzując do samego końca. A rzeczy, które mówił ten mężczyzna brzmiał naprawdę sensownie. Rzadko słyszy się obrońcę wiary, posługującego się racjonalnymi argumentami. Powiedzmy sobie szczerze, zwykle odwołują się oni do emocji strachu (przed apokalipsą, piekłem itp), nadziei (na zbawienie, lepsze życie, na które możemy sobie zasłużyć wiarą) i przywiązania do wpajanego nam od dziecka tradycjonalizmu (zwłaszcza w naszym kraju). A tu, byłam zaskoczona, żadnego fanatyzmu. Pan prowadzący wykład spokojnie nam powiedział, że co prawda on wierzy w biblię, ale są też ludzie wierzący w ewolucję i to jest ich prywatna sprawa. Że każdy może wierzyć w co chce, a on nie zamierza nikogo na siłę nawracać, tylko uświadomić, że  ewolucja również jest na swój sposób wiarą (wiarę definiujemy tu jako coś, czemu brakuje wystarczającej ilości dowodów żeby wiedzieć na pewno, coś, co musimy opierać na założeniach, których nie możemy zweryfikować). I że są w niej liczne niedociągnięcia. Odsyłam was do źródła, bo tego nie mówi się w szkołach, a powinno. Przedstawia się teorię ewolucji, czy teorię wielkiego wybuchu jako coś, co jest Prawdziwe przez wielkie "P", zapominając, że to jest jedna z teorii. Zapraszam do obejrzenia wykładu tutaj.
Nie, ten wykład nie przekonał mnie do poglądów kreacjonistów. Raczej uświadomił, że nie istnieje jeszcze teoria w pełni satysfakcjonująca zarówno logiczną spójnością, jak i ilością dowodów na jej prawdziwość. Takie rzeczy powinni uświadamiać w szkole- że to niekoniecznie musi być prawda, że to tylko jedna z teorii. Tak samo mamy na psychologii. Nie mówią nam "tak jest". Mówią, że "może być tak, albo tak, albo jeszcze inaczej, ale obecnie trzymamy się tego".
Znacie to powiedzenie- niewiedza jest błogosławieństwem? Obawiam się, że muszę się z tym zgodzić. Tylko na początku nauka i wiedza wszystko upraszcza. A potem? Z każdym kolejnym krokiem na ścieżce edukacji dowiadujemy się - zwłaszcza humaniści - że ludzkość wcale jeszcze tak wiele nie wie. Gonimy najpierw za poznaniem całej prawdy, potem za poznaniem jakiejś ogólnej wielkiej prawdy, potem za poznaniem jakiejkolwiek prawdy, aż wreszcie za poznaniem czegokolwiek poza niepotwierdzonymi przekonaniami poszczególnych badaczy. Na samym końcu giniemy w natłoku danych statystycznych (a propo statystyk, dziś wyczytałam w internecie, że wg badań z 2008 roku średni wiek zgonu osób chorujących na mukowiscydozę w Polsce to 21 lat... milutka perspektywa, zwłaszcza, że mam już 20 lat) i zapominamy o tym, że w ogóle kiedykolwiek chcieliśmy coś znaleźć. Pogrążamy się w apatii, gubimy młodzieńczy idealizm i żyjemy koncentrując się na utrzymaniu finansowego equilibrium.
A może nie jest aż tak źle i może to ja po prostu jestem pesymistycznie nastawiona do rozwoju. Bo może tylko u mnie, zamiast niesamowitego oświecenia, przynosi on głównie (choć na szczęście nie wyłącznie) rozczarowanie. Jeśli z wami jest lepiej, trzymam za was kciuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziś słuchacie ze mną