Jak to się dzieje, że jak jesteśmy młodzi, wydaje nam się, że znamy wszystkie odpowiedzi i sposoby, a kiedy dorastamy, robimy się coraz bardziej bezradni? Wyobrażamy sobie, że potrafiliśmy sobie poradzić z każdym problemem, ba, nawet zapobiec mu. A potem nasze wyobrażenia boleśnie rozbijają się o poszarpane krawędzie rzeczywistości.
Ni cholery się na tej psychologii nie nauczyłam. Myślałam, że po dwóch latach studiowania będę miała jakieś umiejętności i wiedzę. I naprawdę, nie wymagam wiele, nie mówię o Kluczu Do Poznania Świata. Ale chociażby jakieś wskazówki. Przynajmniej poznać przyczyny niektórych ludzkich myśli i zachowań. Nie mówię już o sposobach na radzenie sobie z nimi. Ale nie. Po dwóch z pięciu lat, nadal nie umiem nic ponad to, co podpowiada mi intuicja, książki NIE będące publikacjami prac psychologów i różne zasłyszane prawdy. A czego nauczył mnie Wydział Psychologii? Kilku faktów z historii myśli psychologicznej (Boże, co mnie one obchodzą?), jak przeprowadzić najprostsze testy osobowości (które są Boże jak bardzo banalne) i tego, że z problemami trzeba się zwracać do psychologa. A, przepraszam, omal nie zapomniałam- również tego, że agresja jest powodowana frustracją.
Wszystko co jest nam wykładane na tej psychologii brzmi jakoś banalnie, tautologicznie i bezużytecznie. I może to jeszcze zbyt wcześnie na ocenę poziomu edukacji, bo dopiero zaczynam trzeci rok, ale zaczynam poważnie wątpić. I zastanawia się, czy przypadkiem nie jest tak, że na tych studiach młodzi ludzie, kształceni na pełnych oczywistości, banałów i nieprzydatnej wiedzy pracach psychologów są przygotowywani do pisania kolejnych serii banałów. Jeden wielki zastój.
Nie mówię oczywiście, że te studia w ogóle niczego nie uczą. Trafi się czasem kilka ciekawych faktów. Ale trzeba na nie czekać, wypatrywać ich łapczywie, umieć dostrzegać je pod gruzami nudy. Większość obowiązkowych przedmiotów to zauczanie stosów nieprzydatności, większość zajęć fakultatywnych polega na wygłaszaniu referatów, których nikt nie pamięta już w trakcie samego wygłaszania. Zajęcia praktyczne, które mają trenować w nas psychologiczne umiejętności, tak naprawdę bazują na tym, co wychodzi z naszych intuicyjnych domysłów. Jestem rozczarowana i czuję, że nic ważnego nie robię, i to w dodatku nie-robię to w grupie, składającej się z ludzi doprowadzających mnie do obłędu. Oczywiście jest kilka osób, które uwielbiam. Naprawdę świetnych, miłych, zabawnych, oryginalnych i nietuzinkowych ludzi. Niestety mam wrażenie że giną one w tłumie składających się z lanserskich bogaczy, nie mających co zrobić z nadmiarem pieniędzy od mamusi i tatusia i przepijających je regularnie, świętoszkowatych, naiwnych idealistek z kompleksem misji i Niesienia Pomocy i pseudointeligentów, nastawionych na sukces niczym pies na wykopanie kości.
To nie tak, że obudziła się we mnie potrzeba samorealizacji. Ale naprawdę nie polecam nikomu tych studiów. Może to i renoma, ale jednak nie opuszcza mnie uczucie, że nie robimy tam nic ważnego. Oczywiście to nie znaczy też, że nie da się nic osiągnąć na psychologii, lub po psychologii. Ale trzeba konkretnie widzieć swój cel, dążyć do niego sukcesywnie, mieć już gotowe i zaplanowane zainteresowania i nie liczyć na to, że odnajdzie się je w trakcie studiów. A ja jakoś tego celu sama z siebie nie widzę i jestem przekonana, że nie jestem w tym odosobniona.
Po roku nauki każą wam wybrać sobie dziedzinę psychologii i temat, żeby na drugim roku napisać pracę teoretyczną. Każą wam wybrać opiekuna pracy kiedy znacie dopiero 10% grona pedagogicznego i będą się spodziewać, że już wiecie, co was interesuje. A ja się pytam, na jakiej podstawie można się tego dowiedzieć, kiedy sugerowany plan studiów dla pierwszego roku wygląda tak:
- Wstęp do psychologii (który wprowadza was w świat suchych nazwisk, dat i frazesów będących poglądami właścicieli tychże nazwisk)
- Metodologia badań psychologicznych (nie, nie robicie na tych zajęciach badań. Nie uczycie się nawet jakie są badania psychologiczne i jak je przeprowadzić. Uczycie się najbardziej ogólnego zarysu teoretycznego, polegającego na zakuwaniu metodologicznych pojęć, które można odnieść tak samo do psychologii jak i do pozostałych dziedzin)
- Biologiczne mechanizmy zachowania (przyznaję, z tych zajęć można wyczerpać trochę faktów. O tym, czym zajmuje się biologiczna strona psychologii. I dowiedzieć się, że zajmuje się ona głównie obserwacją zwierząt... a w każdym razie właśnie to wyniosłam z tych zajęć zdając egzamin końcowy na 4+)
- Logika (to w ogóle nie ma nic wspólnego z psychologią i zdaje się, że jest po prostu przedmiotem z puli "tych które humanista powinien mieć")
- Podstawowe Umiejętności Psychologiczne (miłe ćwiczenia, na których można poznać innych studentów, pośmiać się i powygłupiać, jednak nie szkolą one żadnych nowo odkrytych umiejętności, tylko bawią się w nazewnictwo tego, co i tak jest oczywiste i znane oraz w tłumaczenie tego, co wiecie intuicyjnie)
- Psychologia uczenia się i pamięci (jeszcze jeden przedmiot, który rzeczywiście pokazuje jedną ze stron psychologii, jednak jest to naprawdę bardzo wąska dziedzina psychologii, która może i rzuca garść ciekawych faktów, ale ciężko znaleźć w tym coś, o czym można by napisać pracę na 20 stron)
- Psychologia Procesów Poznawczych (co prawda- zdałam to, ale nadal kompletnie nie mam pojęcia, o czym to do cholery było... i nie jestem pewna, czy jest to kwestia Prowadzącego, przedmiotu czy mojego niewystarczającego zagłębienia w tematykę. Wstrzymam się od oceny końcowej przydatności tego przedmiotu na pierwszym roku)
- Podstawy statystyki (to nie psychologia. To statystyka. Która niewątpliwie jest potrzebna, nie przeczę tego. Jednak ciężko z tego zaczerpnąć temat do pracy rocznej, bo, jak mówiłam- to nie psychologia.)
I to by było na tyle, jeśli chodzi o listę obowiązkowych przedmiotów, które mój Wydział sugeruje do zaliczania na pierwszym roku. Co z pozostałym czasem? Bo przecież nie jest tego za wiele? No więc pozostały czas powinniście teoretycznie wypełnić zajęciami fakultatywnymi, na które się zarejestrujecie przez internet. Niestety to, co brzmi ciekawie okazuje się być przedmiotem opierającym się na rozdzieleniu niezbyt ciekawych tematów pomiędzy wszystkich studentów i zapełnieniu godzin wygłaszanymi przez studentów referatami. A bywa też tak - i niestety jest to najczęstszy problem - że zarejestrujecie się na coś, ale prowadzący/prowadząca odrzuca was z listy przyjętych. I Bóg jeden wie, na podstawie jakiego kryterium prowadzący robią selekcję, bo na pewno nie na podstawie kolejności zapisów. Mówiono mi na pierwszym roku, że robią to na podstawie roku studiów- chętniej przyjmują starszych studentów, ale to niestety też okazało się nieprawdą. Nie robią też tego alfabetycznie. Być może w tym szaleństwie jest jakaś metoda, ale kiedy odrzucono mnie z list wszystkich fakultetów, na które się rejestrowałam, straciłam motywację do złamania tego kodu.
Tak więc jeśli chcecie iść na psychologię z braku pomysłu na siebie- odradzam. Są bardzo nikłe szanse na to, że odnajdziecie ten pomysł w trakcie studiów. Prędzej pogubicie się całkowicie. Co innego oczywiście, jeśli jesteście już zorientowani- jaką dziedziną psychologii się zainteresujecie i co chcecie po tych studiach robić. Możecie też oczywiście nie uwierzyć mojej ocenie i macie do tego pełne prawo. I nie mówię, że te studia są kompletnie bezwartościowe i nikt nie potrafi tam znaleźć miejsca dla siebie... ale inaczej je sobie wyobrażałam i mogłabym przysiąc, że nie ja jedyna.
Ale nie tracę jeszcze nadziei. Mam nadzieję, że trzeci rok przyniesie miłe rozczarowanie i pokaże, że na psychologii rzeczywiście można wyrwać garść ciekawostek z paszczy nudy. Może nie Klucz Do Poznania Świata, ale przynajmniej jakąś namiastkę Klucza Do Poznania Choćby Bardzo Malutkiej Acz Ciekawej Części Świata. A tymczasem, śpijcie dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz