Według współczesnych nurtów psychologii- zachowania ludzi, ich myśli i uczucia czerpią swoje źródło w ich schematach poznawczych.
Ciocia Wikipedia podpowiada nam, że schemat poznawczy jest podstawowym elementem wiedzy o świecie. Zasadniczo, zgadzam się z tym. Schemat poznawczy to taka, swojego rodzaju, pojedyncza karteczka, wpięta do segregatora ludzkiego umysłu. Na tej karteczce napisane są informacje o najróżniejszych rzeczach. Każdy, przykładowo, ma swoją karteczkę "Rodzice". Nawet jeśli ktoś wychowywał się w Domu Dziecka, albo u rodziców zastępczych- każdy człowiek wybiera (nieświadomie) wzorzec Rodziców, który wydaje mu się najbardziej reprezentatywny (najczęściej oczywiście są to po prostu jego właśni rodzice). Na karteczce "Rodzice" znajdują się informacje kim tacy Rodzice są, jak się zachowują wobec siebie nawzajem, wobec dziecka, wobec innych rodziców.
Karteczki są zapisywane przez różne osoby. Początkowo przez rodziców i wychowawców, najbliższe otoczenie. Później przez nauczycieli, rówieśników, przez autorytety (niekoniecznie uznawane formalnie za autorytety).
Czym wobec tego jest religia? Zbiorem karteczek. Są to karteczki bardzo dobrze przemyślane. Mają być uniwersalne, żeby każdy człowiek mógł je zastosować, a zawarte na nich informacje przede wszystkim mają dbać o dobro ogółu. Tak funkcjonuje większość religii. W dawnych czasach, których ani ja ani czytelnicy nie mogą jeszcze pamiętać, religia pełniła bardzo ważną funkcję: chroniła ludzi przed tym, żeby nie wyginęli. Tak więc, biorąc na warsztat religię katolicką (ale nie tylko), ludzie mają być dla siebie nawzajem życzliwi, pomagać sobie, płodzić dzieci, nie zabijać się nawzajem, nie okradać i dbać o słabszych. Jeśli się nad tym zastanowić, to był po prostu zbiór rozbudowanych poleceń, taki zintelektualizowany, uświadomiony instynkt samozachowawczy. I zdawało to- i nadal zdaje- świetnie egzamin. Społeczeństwo wykształciło religię jako formę kontroli nad sobą samym. Ta forma kontroli musi być tak prosta i tak zrozumiała, żeby wszyscy mogli się do niej zastosować, a zarazem owiana w lekki mistycyzm, żeby wywierała na ludziach presję. Religie nie mają zbyt szerokiego pola manewru jeśli chodzi o środki represyjne. W religii katolickiej karą za nieprzestrzeganie reguł gry jest pośmiertne trafienie do piekła. Jednak żeby perspektywa takiej kary była potraktowana przez ludzi poważnie, należało owinąć ją w folię mistycyzmu i symbolizmu. Przypuszczam (choć oczywiście nie jestem historyczką i mogę się śmiesznie mylić), że zanim święte księgi różnych religii zostały spisane, przypowieści zawarte w nich krążyły już pomiędzy ludźmi w formie ustnej- jak krążą plotki. Niepotwierdzone mity i rewelacje ludzie przekazują sobie również obecnie- chociażby uczniowie podstawówki, opowiadające sobie nawzajem niestworzone historie o tym, skąd się biorą dzieci, jeszcze zanim edukacja je oświeci. Jeśli komukolwiek z was los poskąpił słuchania od kolegów i koleżanek tego, że dzieci wychodzą z mamusi przez gardło lub przez pupę, polecam ten odcinek Niekrytego Krytyka.
Na płaszczyźnie psychologicznej religia niesie wiele korzyści dla jednostki: a dlaczego by nie miała ich nieść? Dobrostan psychiczny osób wierzących i praktykujących jest wyższy, niż ateistów i wszelkich prawie-ateistycznych odłamów (chociażby agnostyków). Wychodzi to w wielu badaniach. Większość ludzi nie lubi się przemęczać. Na co dzień ma wystarczającą ilość problemów, które powodują koszta psychiczne. Więc przy konieczności podjęcia takiego czy innego zachowania ludziom o wiele łatwiej jest odwołać się do już odgórnie ustalonych schematów poznawczych. Układanie własnego kodeksu etycznego i rozpatrywanie każdej sytuacji jednostkowo jest czasochłonne i absorbujące. Ponadto układający kodeks naraża się na ewentualne koszta psychiczne związane z odpowiedzialnością za własne osądy. Dlatego większość ludzi woli zastosować już sprawdzone schematy i oczekiwać skutków swoich zachowań zgodnie z tymi opisanymi w schemacie.
Innymi słowy: mając przed sobą perspektywę zrobienia komuś krzywdy, okradnięcia kogoś, dokonania aborcji i wielu innych tego typu rzeczy, większość ludzi odruchowo odwoła się do już utartych schematów. Nie robić czegoś zakazanego przez reguły gry, bo to grzech. A grzechy niosą za sobą negatywne skutki, bądź to w postaci karmy, czy też w życiu pośmiertnym.
Odtrąciwszy regulamin religijny stanęłam przed prawdziwym wyzwaniem. Stworzyć własne reguły. Jeśli nic nie jest zakazane, to czy to znaczy, że wszystko wolno? Jeśli wszystko wolno, to co ze sobą zrobić? Dzieci wychowywane bez kar są rozpuszczone, znudzone, ale i nieszczęśliwe. Dzieci potrzebują jasnych reguł postępowania po to, żeby usystematyzować swoje życie. Tak samo jest z dorosłymi. Ludzie dostają naprawdę długie życie z mnóstwem możliwości. Nie da się jednocześnie zrealizować się na wszystkie możliwe sposoby, więc ludzie muszą dokonać wyboru. Z badań psychologicznych wynika, że im większy wybór tym większy paraliż jednostki próbującej się zdecydować: paraliż decyzyjny.
Nie dałam się paraliżowi, poukładałam sobie jakieś określone zasady, których zamierzałam się trzymać. Uważałam je za niezłomne i w duchu silnie potępiałam osoby, które naruszyły w swoim życiu te moje określone zasady. Sądziłam, że są rzeczy, których się po prostu nie robi i wszystko było piękne i proste, aż dopóki sama nie zaczęłam tych rzeczy robić.
Do potępienia wybrałam sobie coś, co ktoś zrobił mi i co bardzo mnie zraniło. Utworzyłam własny schemat poznawczy ze wszystkimi okolicznościami tego wydarzenia i postanowiłam: tego się nie robi, to jest złe i ja tego nie będę robić, w żadnych okolicznościach. Nie chciałam być tą, która rani innych ani bezpośrednio ani pośrednio. Aż odkryłam, że jednak potrafię nią być. Odkryłam, że moi przyjaciele przekraczali wielokrotnie moje własne Tabu i mieli ku temu swoje powody. Łatwo było osądzać jakichś obcych ludzi, ale z przyjaciółmi pojawia się zaangażowanie emocjonalne, które sprawia, że chcesz ich usprawiedliwiać, chcesz ich rozumieć. Więc usprawiedliwiałam poszerzając schemat poznawczy mojego Tabu o różne aneksy. Od "nie wolno Tego robić" przeszłam do "nie wolno Tego robić, no chyba, że...". Najgorsza w tym wszystkim jest ta moja dziwna cecha, to przekleństwo, które sprawia, że mimowolnie wczuwam się we wszystkie strony jakiejś sytuacji. Przykładowo w konflikcie mam problem z wybieraniem którejś ze stron, bo rozumiem obie i potrafię się wczuć w motywację obu. Nie lubię konfrontacji i kłótni, w których mam sama brać udział, bo niemal zawsze rozumiem tą drugą stronę, wczuwam się w jej sytuację i w jakiś sposób jej współczuję. Oczywiście są też wyjątki, nikt nie jest zawsze empatyczny. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą silne emocje. Ale prawda jest taka, że moje zasady zrobiły się mało przydatne, bo nawet to Tabu ustawiłam sobie dlatego, że ktoś kiedyś sprawił mi przykrość. A ja i tak potrafię wczuć się w tego kogoś, zrozumieć co nim kierowało.
Lubię rozumieć. Jeśli mi się nie udaje, lubię pytać i słuchać. Tworzyć w głowie własne teorie i zawiłe schematy. Każdy człowiek, z którym miałam większą styczność, ma w mojej głowie własną reprezentację pod postacią diagnozy osobowości. Nie mylić z diagnozą chorób. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy o czyjejś przeszłości, bo to wszystko jest składową tego, jak ta osoba się teraz zachowuje. Bo wszystkie swoje przeszłe doświadczenia ludzie przemieniają później w schematy poznawcze, lub w aneksy do istniejących już schematów.
Schematy poznawcze są fascynujące. To one odpowiadają za to, co wam się w życiu przytrafia. Nie tylko przypadek o wszystkim decyduje. Zastanówcie się nad tym, jakie macie schematy, skąd się one wzięły i jak kształtują wasze życie- dokonując wyborów za was samych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz